RSS
 

To jest już koniec…

20 sty

Zapewne będzie to mój ostatni wpis ponieważ niestety zamykają wszystkie blogi.

Podsumowując niestety mój związek z Panem M. zakończył się jakieś 3 a może już nawet 4lata temu. Złożyło się na to wiele czynników. M.in. to że zrobił niewybaczalną „rzecz”. Pisał do mnie po 2 latach od rozstania, jednak to były rzadkie wiadomości. Ostatnio pisal prawie co 2 dzień jednak skończyłam definitywnie tą znajomość. Czas zamknąć rozdział, który zniknie wraz z tym blogiem za kilka dni.

Skopiowałam wszystkie wpisy ale chyba już tylko na pamiątkę…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W dużym skrócie…

26 cze

Tak, jeszcze żyję. Rany, jakby mnie ktoś zapytał kiedy ostatni raz pisałam notkę to bym nie wiedziała co odpowiedzieć. A przez ten czas tyle się działo i zmieniło.
Może zacznę od mojego stanu zdrowia. Niestety miałam takie bóle brzucha że poszłam do lekarza. To dało początek kolejnym zdarzeniom. Wizyta u ginekologa, USG brzucha i kolejna choroba – PCO. I tutaj nasuwają mi się brzydkie słowa na myśl. Ile jeszcze tego? Zmiana tabletek a właściwie tylko dawki i zero efektów. Czuję się jak królik doświadczalny. A z drugiej strony gdy po goleniu swojego ciała dostaje takich podrażnień że to nie daje mi zrezygnować z tego gównianego leczenia. Wszystko kosztuje. Do ginekologa-endokrynologa chodzę prywatnie, niby na początku się cieszyłam bo to jedyny lekarz który obejrzał mnie od stóp do głowy ale nie jestem wcale mądrzejsza ani zdrowsza… Coraz więcej pytań. W każdym razie całe szczęście bóle brzucha ustały (nie całkowicie bo czasem moje jajniki dają o sobie znać) i z tego jak na razie mogę się cieszyć.
Co do Pana M. różnie bywało. Raz pokłócił się z rodzicami, to nie pisał do mnie bardzo długo ponieważ on sam ze względu na swoją chorobę nie potrafił napisać – wszystko u niego musi być perfekcyjnie a on, przynajmniej jego zdaniem nie umie perfekcyjnie języka polskiego. Całe szczęście jego tata był tak wspaniałomyślny i poinformował mnie o tym fakcie. Z drugiej strony ja i tak wpadłam z tego powodu w depresję (stałam się strasznie płaczliwa) bo wydawało mi się że skoro M. nie pisze tyle czasu to że nie jestem dla niego ważna. Poratował mnie właściwie brat który napisał do jego taty, żeby M. wziął się w garść bo ja czekam. I od tej pory rodzice się z M. pogodzili ale to nie koniec zmartwień. M. wtedy wpadł w depresję bo on nie widział przyszłości, czułam że on nie wierzy w to że ja przyjadę do niego. Sam nie dałby rady postawić takiego kroku żeby przyjechać do Polski. Nawet odwołał wyjazd do Norwegii (miałam na początku jechać z nim, ale jego tata nie pomyślał najpierw spytać o zgodę organizatora – swojego kolegi, kiedy mnie zaprosił i ostatecznie się nie zgodził) a ma na tym punkcie kompletnego kota. Więc ja, jak to ja, postanowiłam coś z tym zrobić. Napisałam że przyjadę. Od tego czasu wszystko było ku lepszemu. 27 maja a właściwie to 28 maja bo podróż busem się przeciągnęła, znalazłam się w Niemczech. Oj, początki były straszne. M. miał taki stres że czasami widzieliśmy się przez całą dobę może tylko kilka godzin. Z czasem było lepiej ale… No właśnie, ja się normalnie zakochałam i chciałam czego więcej, czułam coś więcej. Ja normalnie nie mogłam spać po nocach, chciałam żeby był koło mnie i mnie przytulał. Jednak my jesteśmy tak do siebie podobnie że żadne z nas nie było w stanie zrobić tego kroku. O trudnych sprawach mówił mi jego tata, a więc te rozmowy bardzo mnie krępowały. Wszystko się zmieniło po burzowej nocy w Niemczech (dość straszna burza ze szkodami) i M. postawił tak ogromny krok że sama byłam tym tak zaskoczona. Jak mnie pierwszy raz przytulił to się trząsł jak osika i mnie za to jeszcze przepraszał a ja byłam normalnie szczęśliwa. Tego dnia nawet wylądowaliśmy w łóżku, choć nie doszło do tego zbliżenia. O szczegółach nie będę opowiadać. Ja byłam długo w szoku bo nie wiedziałam że w tych sprawach on jest taki jak inni faceci. Ba, nawet był mniej skrępowany niż ja, a to przecież ja miałam tylu facetów. Wiem jedno, nikomu tak długo nie patrzyłam w oczy jak M. W ogóle przy nim czuję się że jestem sobą a czego nie udało mi się osiągnąć przy innych facetach. 13 czerwca pojechaliśmy wraz z jego rodzicami nad polskie morze do Dąbek na 5 dni. Tam mieliśmy jeden pokój (w Niemczech mieszkałam w domu u jego rodziców, on w swoim mieszkaniu położonym ok. 5 km dalej) i najpierw spaliśmy na dwóch łóżkach które i tak połączyliśmy w jedno a gdy zmieniliśmy hotel to spaliśmy już na jednym wspólnym łóżku. To był najfajniejszy czas, przynajmniej dla mnie. Gdy wracaliśmy już do domu (odwieźli mnie do rodzinnego miasta), ja wręcz się smuciłam zamiast się cieszyć że wracam do swojej rodziny. Ostatecznie jak zobaczyłam mamę to humor powrócił ale nie na długo. Bardzo mi brakuje M. Choć jego choroba czasami mnie wręcz złości albo i nawet przeraża to chyba mogę powiedzieć że go kocham. Każde przeciwności można pokonać. Jednak wydaje mi się że M. jest bardziej rozpieszczony przez swoich rodziców niż żeby to był wynik choroby ale… Rozumiem, dlaczego tak się stało i jest nadal. Widziałam jednak jak M. z dnia na dzień się zmieniał na lepsze. Jego rodzice później mi dziękowali bo widzieli że M. zmienia się na dobre. Ja uważam że nic nie zrobiłam, po prostu byłam z nim bo chciałam z nim być. Teraz tęsknię jeszcze bardziej ponieważ M. jest na wyprawie w Norwegii, także nie mam z nim kontaktu. Do Niemiec wróci chyba dopiero w niedzielę lub poniedziałek – w sumie ta wyprawa ma trwać koło tygodnia. 2 dni temu jego tata pisał że M. zdobył szczyt. Podobno to moja zasługa że M. w ogóle pojechał do tej Norwegii, chyba coś w tym musi być ponieważ faktycznie nie wierzyłam w to że on pojedzie nad morze a co dopiero do Norwegii i to beze mnie. Z całej tej historii jest parę minusów ale nie dam rady tego wszystkiego w jednym poście ogarnąć.
Tata M. trochę stracił w moich oczach gdy poznałam mamę M. Bardzo ją lubię. Poznałam też jego babcię, siostrę i sąsiadów/znajomych.
Stażu jeszcze nie zaczęłam. Ze względu na ten wyjazd przesunęłam go sobie na później. Czekałam długo i tuż przed wyjazdem to jest 5 maja o dziwo już miałam zacząć staż, jednak komuś już coś obiecałam, nie mogłam się wycofać. Teraz mam dylemat czy iść teraz na staż czy go dopiero od września zacząć. Ogólnie strasznie mi się nie chce… Lepiej byłoby szybciej zacząć i szybciej skończyć…
O reszcie napisze kiedy indziej.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS